poniedziałek, 13 lutego 2012

74.

Witam Panie i Panowie! Zdycham właśnie poetycko koło ton dwóch higienicznych chusteczek, delektując się nutką syropu przeciwkaszlowego, którego smak wyśmienicie przypomina zgniłe jabłka, jakże fantastyczny to dzień! No to tyle, żyjcie w spokoju, bądźcie zdrowi i żeby wam wszystko dogadzało.
Jutro obejrzę chyba jakiś film i napiszę ten opis, bo nudy.

Zdycham również poetycko na brak aparatu, bracie fantastycznie, że go wziąłeś a wszyscy wiedzą, że na zdjęcia nie pójdziesz bo ci się nie będzie chciało dupy ruszyć albo znowu matryca Ci fantastycznie przemarznie. Wybaczyłabym ci jednak gdybyś ruszył na tę sesję ze swoimi możliwościami i pięknymi gdańszczankami! 
PS wziąłeś ze sobą najbardziej badziewny obiektyw, zapomniałeś ładowarki i kabla USB, które ładnie komponują się na tle mojego dywanu w moim pokoju, geniuszu. 



 Boże, te zdjęcie ma chyba półtora roku i robiłam je za czasów kiedy jeszcze nie umiałam nastawiać ostrości i nie wiedziałam jak się zmienia obiektyw.. 


Chyba już było, ale co z tego.

sobota, 11 lutego 2012

73 (Another Happy Day)

No dobra! Skończyłam właśnie opis pierwszego filmu, więc no chyba powinnam go umieścić. 
Wiem, że jest tam mnóstwo błędów.. I tych stylistycznych,  i językowych, ale nie chciało mi się tego nawet poprawiać. 


"Kolejny szczęśliwy dzień"

Jako, że do filmu się nie przygotowywałam, był oglądany zupełnie na świeżo to mogłam go w podobny sposób ocenić. Nie widząc wcześniej trailera, nie znając obsady, treści ani gatunku oglądałam film, który wydawało mi się, że będzie "jednym z tych który zapomnę po napisach końcowych" - a no nie zupełnie.
Przygoda rozpoczyna się w chwili w której widzę na ekranie napis "Ezra Miller", czyli nazwisko gościa którego nie sposób było zapomnieć po niedawnym, zresztą świetnym projekcie "Musimy porozmawiać o Kevinie" czy nieco starszym, ale równie dobrym "City Island". Robi się ciekawej. Film zaczyna się niepozornie, natomiast już w jednej z pierwszych scen autorzy rzucają nas na głęboką wodę, czyli scenę w której Elliot w rozmowie z Lynn wypytuje ją o członków swojej rodziny i zwracając się do niej "mamo". Nie znając jeszcze treści filmu ani bohaterów, zaczynamy się zastanawiać "o co chodzi?" dzieciak zwraca się do swojej matki, wypytując kim jest jego siostra? Być może wtedy znajdą się już osoby, które zmienią kanał nie chcąc pakować się w "pseudo-inteligentne pogmatwane dwie godziny paplania o niczym". Takie zachowanie jest jednak błędem, co można stwierdzić gdy rzeczywiście poznajemy wszystkich bohaterów. Zrozumiały zaczyna być wtedy wstęp, który był rzeczywiście wstępem do jakiegokolwiek zrozumienia sensu tych 120 minut.
 W filmie przedstawioną mamy sytuację amerykańskiej, z pozoru normalnej rodziny i ich przygotowania do zbliżającej się rodzinnej uroczystości. Trzeba jednak zwrócić szczególną uwagę na słowo „pozornie”..
Pierwszą osobą, o której należałoby wspomnieć jest Lynn, kobieta w średnim wieku, matka 4 dzieci w tym Dylana – przyszłego pana młodego, z którego inicjatywy odgrywa się cała akcja. Lynn jako rozwódka, chaotyczna matka słynąca z nieprzemyślanych wypowiedzi oraz niedoceniona córka nie radzi sobie z problemami z którymi musi się zmierzyć. Nie pomaga jej w tym również Elliot, 17-letni syn, który po wyjściu z odwyku zmaga się z nerwicą natręctw, depresją, zespołem Tourette'a, atakami paniki, trudnościami z opanowaniem emocji oraz z wciąż istniejącym uzależnieniem.. Nie mniej jednak chłopak na tle swojej rodziny mimo wszystko wypada całkiem „normalnie”. Jedną z osób o której w filmie jest również mowa jest Alice, siostra Elliota i dorosła już córka Lynn. Podobnie jak pozostali członkowie rodziny dziewczyna do osób normalnych nie należy, o czym dowiadujemy się już zanim zdąży pojawić się na ekranie. Mająca ciężkie dzieciństwo, tnąca się brzytwą po nogach i rękach Alice, dla której z tego powodu doszyto rękawy do sukienki, przeżywa katusze musząc spotkać się z rodziną pod przymusem wesela brata. Sytuacja jest tym trudniejsza, że w domu goszczą jeszcze inni członkowie rodziny, którzy niekoniecznie dokładnie rozumieją jak trudne są to dla niej chwile. Po domu zaś przeplatają się jej ojciec i macocha, którzy na siłę chcą odbudować z nią relację, dziadek, który jedną nogą jest już na innym świecie, babcia która bez oporu potrafi odmówić własnej córce szczerej rozmowy oraz niezliczone ciotki i wujkowie, którzy szydzą ze wszystkich i wszystkiego. Z tego też względy dom w którym odbywa się akcja łatwo pomylić można z zakładem psychiatrycznym. Nasuwa się więc pytanie: Jak w tej rodzinie być normalnym? Odpowiedzi jednak możemy szukać tylko w filmie. 



72.

No i fajnie! Dzisiejszy dzień był oczywiście jednym z tych lepszych, zdecydowanie. Chatroulette miażdży. A no i Jeremy, pozdrawiamy i tak jesteś zimnym draniem. Duużo rozmów na temat pewnej osoby i pragnę zauważyć; jesteśmy jednością, co jedni to drudzy i to jest ok, natomiast jeśli wepchniesz się między nas, wszystko co starasz się robić w podobny sposób nie jest fajne, zrozum dziwna istoto. Tyle? Chyba tyle. To do zobaczenia.

Ok, lubię to zdjęcie, pamiętny ten krzyż. PS Ala do twarzy ci z Mansonem i w czarnym swetrze. 


Przeogromna faza na M.I.A


"SWAGGER GOING SWELL"

71.


NOJEBNE.

czwartek, 9 lutego 2012

70.

A no to tak.. W sumie moje życie do najciekawszych nie należy, bynajmniej w tym momencie. Nudzi mi się niezmiernie, a chcę zająć się czymś twórczym. No, czymś fajnym. Jako, że moje wypowiedzi są jakoś tam spójne i lubię to robić to to zrobię. Może komuś będzie się chciało to czytać, może nie, ale to nic.. Przynajmniej ja nie będę się nudzić. Zdecydowałam, że raz na jakiś czas napiszę tu coś ładnie interesującego, co by mnie samą zainspirowało. Wyleję moje przemyślenia na temat jakiegoś filmu albo książki, podobno recenzję. Oczywiście, że częściej filmu, bo podobno oglądałam ich więcej niż moja mama w całym swoim życiu, a książki to już wyższa szkoła jazdy.. 
Zaczęłam pisać pierwszą recenzję, ale chyba nie wyrobiłabym się dzisiaj, więc dokończę i wklepię ją jutro, do zoba.




Jakieś u babci pod stołem z Amelią i Antoniną!

środa, 8 lutego 2012

69.

No to tak.. Zaraz się będę uczyć z biologii, trochę trzeba, no. No i wypracowanie z niemca, nie chce mi się trochę bardzo.
No, ale w sobotę mam nadzieję, że wyjdzie. JO, JO CHATROULETTE.
Omnomnom, nie ukrywam, że mi się podobają te zdjęcia i bardzo się cieszę, że większości nawet nie przerabiałam! Dodaje oryginalne rozmiary, bo się pieprzy jakość.










The Weeknd - What You Need.

czwartek, 2 lutego 2012

68.


Pogodziłam się już z tym, że nie trafię do raju.
Utopia nie jest dla mnie.


Te zdjęcie jest tak stare, że aż szkoda..

Warm Gun - Crappy Hands