Wiem, że jest tam mnóstwo błędów.. I tych stylistycznych, i językowych, ale nie chciało mi się tego nawet poprawiać.
"Kolejny szczęśliwy dzień"
Jako, że do filmu się nie przygotowywałam, był oglądany zupełnie na świeżo to mogłam go w podobny sposób ocenić. Nie widząc wcześniej trailera, nie znając obsady, treści ani gatunku oglądałam film, który wydawało mi się, że będzie "jednym z tych który zapomnę po napisach końcowych" - a no nie zupełnie.
Przygoda rozpoczyna się w chwili w której widzę na ekranie napis "Ezra Miller", czyli nazwisko gościa którego nie sposób było zapomnieć po niedawnym, zresztą świetnym projekcie "Musimy porozmawiać o Kevinie" czy nieco starszym, ale równie dobrym "City Island". Robi się ciekawej. Film zaczyna się niepozornie, natomiast już w jednej z pierwszych scen autorzy rzucają nas na głęboką wodę, czyli scenę w której Elliot w rozmowie z Lynn wypytuje ją o członków swojej rodziny i zwracając się do niej "mamo". Nie znając jeszcze treści filmu ani bohaterów, zaczynamy się zastanawiać "o co chodzi?" dzieciak zwraca się do swojej matki, wypytując kim jest jego siostra? Być może wtedy znajdą się już osoby, które zmienią kanał nie chcąc pakować się w "pseudo-inteligentne pogmatwane dwie godziny paplania o niczym". Takie zachowanie jest jednak błędem, co można stwierdzić gdy rzeczywiście poznajemy wszystkich bohaterów. Zrozumiały zaczyna być wtedy wstęp, który był rzeczywiście wstępem do jakiegokolwiek zrozumienia sensu tych 120 minut.
W filmie przedstawioną mamy sytuację amerykańskiej, z pozoru normalnej rodziny i ich przygotowania do zbliżającej się rodzinnej uroczystości. Trzeba jednak zwrócić szczególną uwagę na słowo „pozornie”..
Pierwszą osobą, o której należałoby wspomnieć jest Lynn, kobieta w średnim wieku, matka 4 dzieci w tym Dylana – przyszłego pana młodego, z którego inicjatywy odgrywa się cała akcja. Lynn jako rozwódka, chaotyczna matka słynąca z nieprzemyślanych wypowiedzi oraz niedoceniona córka nie radzi sobie z problemami z którymi musi się zmierzyć. Nie pomaga jej w tym również Elliot, 17-letni syn, który po wyjściu z odwyku zmaga się z nerwicą natręctw, depresją, zespołem Tourette'a, atakami paniki, trudnościami z opanowaniem emocji oraz z wciąż istniejącym uzależnieniem.. Nie mniej jednak chłopak na tle swojej rodziny mimo wszystko wypada całkiem „normalnie”. Jedną z osób o której w filmie jest również mowa jest Alice, siostra Elliota i dorosła już córka Lynn. Podobnie jak pozostali członkowie rodziny dziewczyna do osób normalnych nie należy, o czym dowiadujemy się już zanim zdąży pojawić się na ekranie. Mająca ciężkie dzieciństwo, tnąca się brzytwą po nogach i rękach Alice, dla której z tego powodu doszyto rękawy do sukienki, przeżywa katusze musząc spotkać się z rodziną pod przymusem wesela brata. Sytuacja jest tym trudniejsza, że w domu goszczą jeszcze inni członkowie rodziny, którzy niekoniecznie dokładnie rozumieją jak trudne są to dla niej chwile. Po domu zaś przeplatają się jej ojciec i macocha, którzy na siłę chcą odbudować z nią relację, dziadek, który jedną nogą jest już na innym świecie, babcia która bez oporu potrafi odmówić własnej córce szczerej rozmowy oraz niezliczone ciotki i wujkowie, którzy szydzą ze wszystkich i wszystkiego. Z tego też względy dom w którym odbywa się akcja łatwo pomylić można z zakładem psychiatrycznym. Nasuwa się więc pytanie: Jak w tej rodzinie być normalnym? Odpowiedzi jednak możemy szukać tylko w filmie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz