Gary Jules - Mad World.
poniedziałek, 20 lutego 2012
82.
No cześć, co za dziwny dzień. Pouczyłam się z histy i powiem szczerze, że temat o Chrześcijaństwie był ciekawy i przeczytałam go w niecałe 5 minut, no no. Co tu jeszcze.. Dzisiaj stania na rękach nie było, więc "LIVE FAST, DIE YOUNG" się nie sprawdziło (może i dobrze), ale za to była praca klasowa z matmy, którą zapewne zawaliłam, ale trudno. Nic ciekawego się w sumie nie działo dziś takiego.. A no może oprócz tego, że zapewne na wakacje jadę do.. Dubaju :) Nie no zajebiście, temperatura +50, 10 godzin lotu samolotem i jacyś brudni Arabowie (jestem rasistką i trudno). Od zawsze o tym marzyłam.. No, ale nie powiem nazwa Dubaj brzmi całkiem przekonująco.. Dobra, i tak wolę opcję z przed roku czyli (nie powiem bo może ktoś zachce pojechać :), ale Wy pamiętacie chyba o co chodzi, wspomnę tylko Arizona ***, musiałam zacenzurować bo pewnie też byłoby "skopiuj-wklej-enter"), zdjęcia to by fajne pewnie były, o aparat bym się nie martwiła, bo w końcu co zagranica to zagranica, mamcia by zadziałała, a jak nie to tata i po sprawie. Zresztą nieważne chyba.. Jeszcze niestety sporo czasu. A i może tak na zakończenie wspomnę, że dzisiaj pociąg w którym jechał mój brat pieprzną w koparkę, ale na szczęście nic się nikomu nie stało. Nic więcej ciekawego do powiedzenia raczej nie mam, dziękuję, dobranoc.
Ostatnie jest dziwne, ale trudno.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz